Dawno się nie odzywałam; nie znam się, ale się odezwę. Sprowokował mnie Robert Paśnicki swoim dzisiejszym tweetem na temat bierności wyborczej Polaków.
Pewnie wyleje się na mnie tsunami hejtu po tym tekście, ale w zasadzie mam to… może być, że w nosie (jest spory, wiele pomieści).
Bierność wyborcza ponad 50% Polaków nie bierze się znikąd – to rezultat wielowiekowego treningu „wyuczonej bezradności”.
Termin ten został wprowadzony do psychologii przez Martina Seligmana w latach 70. XX wieku, oczywiście po wielu eksperymentach, niestety na psach. Otóż, psy były umieszczane w klatkach na tyle małych, że nie mogły się schronić przed rażeniem prądem (psycholodzy eksperymentalni to sadyści). W końcu poddawały się, kładły na dnie klatki i kuliły. Bezradnie, bez protestu, w cierpieniu, znosiły kolejne szoki elektryczne. W efekcie tego w końcu umierały, z apatii, bezradności, głodu (odmawiały przyjmowania pokarmu). Psy, które wyciągano z klatek, nie podejmowały już prób powrotu do „normalności”. Były już tak obojętne, że nie wykorzystywały danej in szansy.
Bezradność, apatię, rezygnację można uwarunkować, jak mnóstwo innych reakcji, nie tylko u psów. Ludzie są znakomitym tworzywem.
Zapytacie, co mają eksperymenty Seligmana do postaw Polaków… ano mnóstwo. Też zostali uwarunkowani, historycznie, kulturowo, społecznie. Do tego dochodzą potworne zaniedbania edukacyjne i ze wszech miar destrukcyjna działalność Kościoła, dla którego te bierne i apatyczne „psy” są niezwykle użyteczne.
Uważa się, że najbardziej rozwiniętymi obywatelsko państwami są Stany Zjednoczone, Szwajcaria, Francja. Ostatnio obywatele Izraela pokazują, co to znaczy właściwie pojmowana powinność obywatelska. Ale w tych państwach edukację obywatelską wprowadza się już w przedszkolu. Przedszkolaki w USA cytują Konstytucję. W Polsce niejeden maturzysta nigdy jej nie otworzył. W rzadko którym domu Polak otrzymuje solidne wychowanie obywatelskie. Przy stole nie rozmawia się o prawach i obowiązkach obywatelskich, o wartości wolności albo o tym, na czym polega patriotyzm. Patriotyzm kojarzony jest zwykle z umieraniem za „wielką sprawę”, nie z płaceniem podatków, uczciwą pracą, przestrzeganiem przepisów na drodze czy pomocą rodakowi w potrzebie. Każdy, kto był za granicą, zapewne doświadczył życzliwości rodaków, skłonnych do donosicielstwa i innych obrzydliwości, byle mieć lepiej niż inny rodak.
Postawę tych ponad 50% biernych wyborczo Polaków kształtuje pańszczyźniana mentalność i postawa „moja chata z kraja”: co mnie to wszystko obchodzi? Po co mi się w to mieszać? Nie chcę kłopotów. Moja lodówka jest pełna. Mam pół litra i zagrychę. Reżimowe media tę pańszczyźnianą postawę cementują. To nie twoja wina obywatelu, to wina Unii i tego rudego Niemca o wilczych oczach. Popieraj, nie przeszkadzaj. Zwłaszcza „nie przeszkadzaj”, bądź jak te psy w eksperymentach Seligmana.
I to się bardzo długo nie zmieni. To jest właśnie obywatelska „wyuczona bezradność”, uwarunkowana przez dziesiątki lat.
PiS doskonale wyczuł i wybadał potrzeby statystycznego obywatela. On czeka, by państwo go wyręczyło, by nadal mógł być bezradnie wyuczony, by obrobił poletko i zamknął się w swojej chałupce. Bo moja chata z kraja.
Jak czytam roszczeniowe wobec państwa postulaty partii Razem, to widzę tego pańszczyźnianego mentalnie obywatela, który oczekuje, że państwo da, zapewni, zabezpieczy, zadba!
Nie, moi drodzy!!! To powinnością obywatela jest zadbać o państwo!!!!
Renata doskonale zauważyła tą “wyuczoną bezradność”, którą mogliśmy widzieć choćby 4 czerwca.
Wszyscy komentatorzy byli zachwyceni frekwencją a moim zdaniem był to marsz “kropli w morzu”.
Maszerowało pół miliona luda a powinno maszerować 5 milionów.
Chociaż co drugi wyborca Rafała w wyborach na prezydenta.
Trzeba sobie jasno powiedzieć, że jesteśmy leniwi i przywykliśmy do bezradności. Jak te psy rażone prądem.
Te same mechanizmy mogłem widzieć w latach 80-tych.
Z milicją walczyły małe grupki, reszta chowała się po kątach i dlatego to tak długo trwało.
Musimy w końcu brać przykład z Izraela bo naprawdę szkoda tego zmarnowanego czasu…