Szwejka przemyślenia – czyli po co Szwejk znowu trafił do woja ?

Umysł jest swoim własnym miejscem i sam w sobie może uczynić Niebo z Piekła, a Piekło z Nieba. – John Milton, Raj utracony.

Wojna w Gazie z terrorystami toczy się już ponad 620 dni. Bywały okresy z zawieszeniem broni. Szwejk nawet po ośmiu miesiącach służby trafił do cywila, wiedząc, że ten czas w cywilu też dobiegnie końca, jeśli wojna w Gazie będzie trwać. I niestety trwa. Przez ostatnie 18 miesięcy żołnierze rezerwy bojowej stawiali obowiązki wobec państwa i narodu Izraela ponad wszystko. Rzucamy pracę, odkładamy kariery, poświęcamy czas dla naszych rodzin i rezygnujemy z planów.

Płacimy cenę pod względem finansowym, emocjonalnym i psychicznym. I za każdym razem, gdy dzwoni telefon, znów wszystko porzucamy. Nie wiemy, kiedy będzie następne powołanie. Nie możemy zaplanować wakacji, zobowiązać się do projektów zawodowych ani powiedzieć naszym dzieciom z przekonaniem, że będziemy na ich urodzinach. To cena bycia Izraelczykiem, jeśli zależy Ci na własnym kraju. Robimy to wszystko z własnej woli. Z dumą. Wierzymy w walkę. Wierzymy w nasz kraj. Wierzymy w naszą misję.

Państwo Izrael nie zostało odtworzone po to, aby Żydzi mogli błagać o międzynarodową sympatię. Przybyliśmy tutaj, aby stanąć dumnie. Aby bronić samych siebie. Aby stworzyć społeczeństwo, które odzwierciedla nasze wartości — odporność, odwagę i przywództwo.

Jesteśmy żołnierzami. Jesteśmy gotowi do walki. Ale nie możemy sami wykonać tej misji. Potrzebujemy społeczeństwa, które pamięta, kim jesteśmy i o co walczymy. Izraelskie społeczeństwo zaczęło wybierać słabość. Ubóstwiamy bycie ofiarą. Stawiamy ból ponad cel. Zamiast jednoczyć się z bojownikami, obsesyjnie myślimy o zakładnikach. Zamiast domagać się zwycięstwa, pytamy, czy zrobiliśmy wystarczająco dużo, aby zyskać międzynarodową aprobatę.

Ale zwycięstwo nie działa w ten sposób. Narody nie są zbudowane na uczuciach, są zbudowane na wizji i sile. Nasze społeczeństwo o tym zapomniało. Zamieniliśmy nasz etos założycielski dumnej żydowskiej siły na kulturę strachu, wątpliwości i zależności.

Nie chodzi o pytanie, czy powinniśmy istnieć – to jest pytanie świata, rzucane nam przez pokolenia. Nasze jest trudniejsze: jak istnieć. Jak być jednocześnie starożytnym i nowoczesnym, jednocześnie suwerennym i świadomym siebie, jednocześnie dumnym i sprawiedliwym społeczeństwem. Jak budować władzę bez jej czczenia. Jak zakorzenić państwo żydowskie w pamięci moralnej, jednocześnie radząc sobie z brutalnymi wymaganiami przetrwania.

Bronimy ojczyzny, która czasami nam się sprzeciwia. Kraju, w którym jedność jest zawsze pożądana, ale rzadko osiągana. Nasza tradycja nigdy nie uczyła nas mylenia siły z prawością. Tora nie wzywa do ślepej wierności, ale do moralnego rozliczenia.

Jesteśmy ludem Abrahama spierającym się z Bogiem, rabinów spierających się o prawo przez stulecia, pokoleń, które przetrwały wątpiąc, udoskonalając, kwestionując. Nasza wielkość nigdy nie była w naszej pewności – zawsze była w naszej walce. Jesteśmy ludem znaku zapytania, a jednak tracimy głos na rzecz wykrzykników.

Ta walka musi trwać. Ponieważ Izrael nie jest mitem ani męczennikiem. Jest państwem, cudownym i wadliwym. Miejscem, w którym żydowskie życie oddycha, tańczy, śpiewa i kłóci się samo ze sobą.

Musimy pozostać przywiązani. Pamięcią: przodków, którzy uciekli z płonącej Europy i dożyli, by zobaczyć żydowską flagę, wznoszącą się w Jerozolimie. Odpowiedzialnością: ponieważ ta historia, ta krucha, rozbita, okrutna historia nie jest pisana przez kogoś innego.

Nawet w swojej niedoskonałości Izrael jest wciąż bijącym sercem naszego ludu, wciąż jest miejscem, w którym nasza historia żyje głośno, wciąż gdzie, pomimo wszystko, trwa uparta nadzieja.

Trzeba to powiedzieć jasno i prosto: nie jesteśmy kolonialistami. Nie jesteśmy krzyżowcami, najeźdźcami. Nasze korzenie są tutaj, w ziemi, która ukształtowała nasz język, nasze wierzenia, naszą historię, nasze nazwy, nasze metafory, nasze wszystko. Starożytne kamienie brukowe, po których chodzą nasze dzieci? Nasi przodkowie umieścili je w ziemi.

Zostaliśmy siłą wyrwani z tej ziemi i wygnani do wielu krajów. Te kraje odcisnęły na nas swoje piętno, a my odcisnęliśmy swoje na nich. Skóra, którą widzisz, gdy patrzysz na nasze ciała, została przez nie zabarwiona. Języki, którymi mówimy, perspektywy, które przyjęliśmy, zostały przez nie ukształtowane. Ale przez lata wygnania nigdy nie przestaliśmy tęsknić za naszą ojczyzną – Izraelem. Ci sami przodkowie, którzy wybrukowali fizyczne ścieżki tej ziemi, pozostawili nam duchową ścieżkę zbudowaną ze słów, którymi możemy żyć. Kroczyliśmy po niej, marząc o tej ziemi, przez tysiąclecia.

I teraz, po latach strat i tęsknoty, te ścieżki w końcu mogą się spotkać. Jesteśmy w domu.

Kamienie, które kładziemy na ziemi, domy, które budujemy, wojny, które toczymy – to tylko rozdział w historii, która zaczęła się bardzo dawno temu. Odbudowujemy ziemię, którą straciliśmy i za którą tęskniliśmy, ziemię, o którą się modliliśmy i walczyliśmy, tę ziemię korzeni i marzeń.

Europejska skóra, którą widzisz na moim ciele? To blizna, pozostałość i świadectwo naszej katastrofy wygnania, owoc podróży, która została nam narzucona tak dawno temu.

Zaprzeczanie naszym korzeniom to pogłębianie historycznej niesprawiedliwości tego wygnania. To stawanie po stronie imperiów, które nas wyrwały z korzeniami. To ignorowanie prawd i kamieni, które pozostawiła tu przeszłość naszego ludu.

Jesteśmy narodem Izraela i jesteśmy w domu, i ciągle musimy o niego walczyć. Kiedy witamy się z innymi, mówimy Shalom (pokój); kiedy wznosimy toast mówimy L’Chayim, które oznacza za życie. Cenimy życie i pokój i ciągle musimy o to życie i pokój walczyć. Europa ostatnią wojnę zakończyła w 1945 roku, Izrael od chwili ponownego powstania w 1948 roku ciągle musi udowadniać, że nasza ziemia jest naszą ziemią, a na mordowanie Żydów nie ma już miejsca ani przyzwolenia. Świat nas potępia za wojnę w Gazie, wojnę, którą nie my zaczęliśmy, wojnę, którą można skończyć w każdej chwili, uwalniając zakładników.

To Hamas jest winny sprowokowanej i celowej śmierci tysięcy niewinnych palestyńskich cywilów. Ogromnej większości ofiar cywilnych w Strefie Gazy można było uniknąć, gdyby Hamas uwolnił izraelskich zakładników lub udzielił schronienia ludności Gazy w swojej rozległej sieci tuneli. Wojna miejska jest najbardziej śmiercionośnym i najtrudniejszym rodzajem kampanii wojskowej. Jest ona zaostrzona, gdy jedna ze stron – mająca wystarczające możliwości schronienia swojej ludności cywilnej – odmawia im schronienia i poświęca ich w bezprecedensowym i celowym akcie szalonej, asymetrycznej i samobójczej wojny.

Wszyscy szanowani eksperci od wojny miejskiej uznają bezprecedensowe wysiłki Izraela na rzecz zmniejszenia liczby ofiar wśród ludności cywilnej. Większość zgadza się, że Izrael wdrożył więcej środków zapobiegających ofiarom wśród ludności cywilnej niż jakakolwiek inna nowoczesna armia. Siły Obronne Izraela (IDF) podjęły bezprecedensowe środki w celu zminimalizowania szkód dla ludności cywilnej i bardzo uważnie monitorują postępowanie wojsk – w tym badanie dziesiątków zdarzeń jako możliwych aktów użycia nadmiernej siły i naruszenia wytycznych. Żadna armia nie opracowała i nie zintegrowała takich środków i zdolności w swoich jednostkach bojowych. Żadna armia nie prowadziła wojny miejskiej na dużą skalę z ograniczeniami, jakie narzuca taki system.

Izrael nie popełnił ludobójstwa. Izrael zareagował na ataki Hamasu, Hezbollahu i Iranu tak, jak każdy inny naród zareagowałby w podobnych okolicznościach. Życzę Wam, żebyście nigdy nie musieli się przekonać, jak okrutna i bezsensowna jest wojna.

Ja tu pewnie jeszcze trochę zostanę do samego końca mojego lub Hamasu, a może uda się odzyskać zakładników. Niestety ostatnio udaje się odzyskiwać tylko martwych. Czas na żywych i koniec wojny.

Shalom, L’Chayim

Natan Goldschneider

Podziel się