Mój przyjaciel Piotr Wesołowski

            Uważałem, że napiszę ten tekst, by opublikować go w rocznicę śmierci (5.11.2025) Piotra Wesołowskiego – ale po co czekać?

            Piotr był moim serdecznym przyjacielem, chociaż nigdy nie spotkaliśmy się osobiście (on mieszkał w Muszynie, ja mieszkam w Warszawie), jednak nie było dnia, żebyśmy nie mieli ze sobą kontaktu.

            Zatem czy można (aż do śmierci) przyjaźnić się z kimś, kogo znało się tylko wirtualnie? Że można – to mało powiedziane. Z Piotrem raptem ze dwa razy rozmawialiśmy twarzą w twarz przez smartfona. Zwykle nasz codzienny kontakt odbywał się za pomocą prywatnej wiadomości (DM) na Twitterze, a potem X.

            Nasza ostatnia rozmowa odbyła się w dniu śmierci Piotra telefonicznie. Jeszcze słyszę to jego charakterystyczne pożegnanie: „No, trzymaj się, Robercik!”. Kilka godzin później jego serce odmówiło działania – pomoc była w porę i intensywna, ale daremna. Krystyna, żona Piotra, nazajutrz zrelacjonowala mi szczegóły, które należą do sfery prywatności, więc je pominę.

            Przyjaźń przejawia się w różny sposób. Ale najważniejsze jest to, że jest okazywana jawnie. Piotra znakomita muzyczna Wykopalista na YouTube (stale dziękuję Marcinowi z X – Normalny? – za przypominanie jej kolejnych odsłon) była mi dedykowana (nr 62). Wspomnę też o tym, jak po nagłej śmierci naszego Piotra, zareagowaliśmy na naszej na X (dawniej Twitter) grupie na DM, gdy Pablo Morales, wstrząśnięty śmiercią naszego kolegi, napisał, jak mądrym był on facetem. Bo był!

            Poruszę sprawę delikatną i uważaną za dosyć niezręczną, ale stanowczo ważną. Sądzę, że każdy powinien wziąć sobie to do serca – otóż, jeśli ktoś chce pomagać komuś, powinien to czynić natychmiast, za życia tej osoby, a nie silić się na pośmiertne dobre odruchy. Nazywaliśmy to żartobliwie „Spartanie”, ponieważ tak się stało, kiedy Piotr miał problemy ze związaniem końca z końcem, że zacząłem mu wysyłać po trzysta złotych. Nie jest to dla mnie kwota błaha, ale na tym polega przyjaźń, że jest się w stanie zrobić coś więcej, niż tylko poklepać po plecach kogoś w potrzebie (a Piotrowi wtedy nikt nie pomógł, choć niby X tak pełny przyjaznych osób). Znane mi są przyczyny finansowych problemów Piotra, a nawet ich szczególy (nie mogę o nich mówić, niedługo przed jego śmiercią zmarl człowiek, który przyczynił się do niepowodzeń mojego przyjaciela).

            Piotr poza muzyką był pasjonatem fantastyki, ze szczególnym wyróżnieniem fantasy. Przysłał mi sporo książek z lat dawnych i nowszych, ale też coś do jedzenia, co po raz pierwszy spróbowałem – imbiru plasterki w zalewie, chyba octowej. Pychota!

            Wydanie „Nadzjawisk” zawdzięczam trzem osobom: Piotrowi Wesołowskiemu, który utwory na tę książkę się składające ode mnie wyciągał, Renacie Raczkowskiej, która zrobiła wokół wydania akcję i Markowi Razowskiemu, który rzecz potrafił ogarnąć.

            Szkoda, że jako fan i znawca (na łamach „Tak to widzimy” opublikował cykl, w którym omówił całą twórczość zespołu) nie miał okazji zobaczyć najnowszego, z maja 2026, filmu o Iron Maiden.

            Nie mogę nie wspomnieć o żonie Piotra, czyli Krystynie. To wyjątkowo sympatyczna osoba, która też zmaga się z poważnymi trudnościami zdrowotnymi. Bardzo jej kibicuję!

            Niczego tak osobistego nie opublikowałem i zapewne nie opublikuję przez długi czas, mam taką nadzieję, bo żyjcie, moi drodzy, żyjcie jak najdłużej!

Wcześniej o Piotrze napisały autorki z „Tak to widzimy” – Barbara Cynarska

i Karolina Chomicka

Podziel się