Dziennikarze. Czwarta jakość.

Magdalena Rigamonti, dziennikarka Onetu, powiedziała, że nie pójdzie na marsz 4 czerwca, bo jest apolityczna, a dziennikarze taki marsz powinni relacjonować, a nie uczestniczyć w nim.

Piotr Mieśnik, z bogatą przeszłością dziennikarską i redaktorską, wyraził jeszcze dobitniej: „Uważam, że żaden aktywny dziennikarz, dziennikarka, wydawca, wydawczyni, redaktor naczelny i naczelna zajmujący się na co dzień polityką czy sprawami społecznymi – nie powinni brać udziału w #Marsz4czerwca ani w żadnej innej imprezie organizowanej przez jakikolwiek obóz polityczny”.

Trudno serio polemizować z tak oczywistymi bredniami. Chyba najcelniej skomentował to ekonomista Andrzej S. Bratkowski: „Też uważam, że żaden aktywny dziennikarz w niczym nie powinien brać udziału. Mógłby się zarazić od kogoś umiejętnością myślenia”.

Dziennikarze z takimi poglądami zapominają, że są też obywatelami i nie tylko mogą, ale powinni uczestniczyć w protestach przeciwko łamaniu prawa.

Od dawna mamy problem z dziennikarzami. Szczególnie od wygrania przez PiS wyborów w 2015 roku. Ogólnie, poza naprawdę nielicznymi wyjątkami, oblali egzamin nie tylko z postawy obywatelskiej, ale również czysto dziennikarski. I nie chodzi mi o pracowników zawłaszczonych przez PiS mediów teoretycznie publicznych ani tym bardziej o ich jawnych sługusów w rodzaju „Gazety Polskiej”. Chodzi mi o dziennikarzy mediów ogólnie opowiadających się po stronie demokracji.

Największym błędem dziennikarzy jest traktowanie polityki jako gry, w której wygraną jest rządzenie. I na tym koniec. Co z władzą zrobi zwycięska partia, to sprawa drugorzędna. A nawet nie: zrobi, co zechce, bo przecież wygrała. Dominika Długosz, dziennikarka Newsweeka, wprost mówi, że w polityce nie ma zasad. Siedem miesięcy temu nawet starła się z tego powodu z Donaldem Tuskiem podczas konferencji. Zadając pytanie o aferę podsłuchową Falenty, powiedziała tak: „Oni [politycy PiS-u] po prostu na rok przed wyborami skorzystali z politycznej okazji, jest afera u konkurencji, należy ją wykorzystać, no każdy polityk by to zrobił”. Tusk na to odpowiedział: „Nie wiem, skąd pani przekonanie, że każdy polityk by to zrobił”. I zaczął jej tłumaczyć, że nie każdy polityk postępuje bez zasad. I że w polityce chodzi o to, by realizować dobro wspólne. Groch o ścianę.

Dziennikarz „Rzeczpospolitej” Michał Kolanko przy okazji kolejnej napaści PiS-u na mniejszości seksualne powiedział: „Polityka to nie jest łyżwiarstwo figurowe, tu nie chodzi o noty za styl. Tu chodzi o to, żeby wygrać”. Mniej od niego zdemoralizowany (taką mam nadzieję) Jacek Nizinkiewicz z tej samej gazety napisał, że Andrzej Duda wygrał wybory prezydenckie, bo miał większą wolę walki. Jak gdyby to były wybory uczciwe.

Drugim kardynalnym błędem dziennikarzy jest pycha. Są nawet nie najmądrzejsi we wsi, ale jedyni mądrzy we wsi. Nawet wtedy, gdy piszą brednie albo autorytatywne proroctwa, które się nie sprawdzają. Nie czują z tego powodu wstydu, nie przepraszają. Na bank wymazują to z pamięci. A gdy w mediach społecznościowych ktoś im te stare proroctwa przypomina, to banują takiego, w przekonaniu, że problem znika.

Jacek Nizinkiewicz przed wyborami na prezydenta Warszawy: „Jeśli PO cieszy się sondażem, w którym Rafał Trzaskowski odbudowuje swoje poparcie, to tylko potwierdza jak silny i coraz groźniejszy dla PO jest Patryk Jaki, który wg mnie, analizując na chłodno, zostanie prezydentem Warszawy”.

Gdy zaczęły się pogłoski, że Tusk może wrócić do krajowej polityki, Dominika Długosz napisała na TT: „Nie ma dla PiS łatwiejszego celu i większego jednoczyciela elektoratu niż Tusk. Sądząc po różnych rozmowach dużo by dali, żeby teraz ogłosił powrót jak im tak jakby trochę nie idzie. Powrót narracji o “winie Tuska” byłby teraz naprawdę niezłym prezentem”.

Na tym nie koniec. Ktoś nie zgodził się z jej opinią. Riposta Dominiki Długosz była taka: „A mnie fascynuje, że można komentować politykę i jej nie rozumieć. Pozdrawiam”.

Oczywiście każdy się może pomylić w prognozach. Tylko jeżeli dziennikarka, zajmująca się od lat polityką, tak bardzo nie doszacowała siły Tuska, to znaczy, że albo przespała cały ten czas, gdy Tusk z polityka rangi krajowej stawał się mężem stanu rangi co najmniej europejskiej, albo na jej oceny rzutuje osobista niechęć do Tuska, albo po prostu jest niezbyt rozgarnięta. Niezależnie od tego, które przypuszczenie jest trafne, nie zachęca to do czytania jej tekstów.

Dziennikarze nie są jedynymi mądrymi we wsi. Nie są też najmądrzejsi we wsi. Często są po prostu głupi. Gdy się czyta ich niektóre przemyślenia, można dojść do wniosku, że oni najzwyczajniej w świecie nie rozumieją znaczenia słów, których używają. Dominika Wielowieyska, odpierając zarzuty, że jest symetrystką, napisała: „Nie jestem symetrystką, a jednocześnie zamierzam zachować zdrowy dystans do wszystkich partii politycznych”. Czyli: nie jestem symetrystką, tylko symetrystką.

Powtórzę: mamy z dziennikarzami problem. Duży problem. Zamiast nam pomagać w walce o przywrócenie demokracji, udają bezstronnych arbitrów, co często w praktyce oznacza, że stają się pomocnikami PiS-u. Musimy znaleźć na to sposób. Bo nawet jeżeli wygramy wybory i zaczniemy przywracać normalność, ci dziennikarze z entuzjazmem i energią będą krytykowali nowe władze i powtarzali każdą krytykę władz przez pisowską opozycję. Będą się użalać nad rzekomą krzywdą, jaka spotyka odsuniętych od władzy. Krzyczeć o odwecie, polowaniu na czarownice, pogarszającej się sytuacji gospodarczej…

Krytyka, z jaką miał do czynienia rząd Mazowieckiego, gdy wprowadzał Plan Balcerowicza, będzie przy tym pieszczotą.

To nie jest czwarta władza. To jest czwarty sort dziennikarstwa.

Podziel się

2 Replies to “Dziennikarze. Czwarta jakość.

  1. Niestety, racja. Nie chcą widzieć wektorów, a te, przynajmniej w naszym odczuciu wyraźnie wskazują pion i poziom. Dobro jest dobrem a zło złem. Nie jest trudno odróżnić. Chyba, że się nie chce odróżnić. #CzwartaPseudowładza.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *