Koreański psotnik

Jednym z najbardziej znanych koreańskich mitycznych stworzeń jest Dokkaebi (도깨비, czyt. tokkebi). Na użytek ludzi Zachodu bywa nazywany goblinem, jednak jest od zachodnich goblinów znacznie mniej tępy i złośliwy. Dokkaebi to istota, która większość czasu spędza oszukując i karząc złych ludzi oraz nagradzając dobrych. Lubi też psocić i płatać figle.

Wizerunek Dokkaebi był popularnym motywem zdobniczym dachówek. Muzeum Narodowe w Seulu.

Dokkaebi są niezwykle zróżnicowane pod względem wyglądu, ale jedno jest pewne: nie wyglądają na ludzi. Mają róg lub dwa, jaskrawoczerwoną lub niebieską skórę, wyłupiaste oczy (czasem tylko jedno), duże usta, długie, ostre kły, owłosione ciało i długie pazury. Niektóre mają tylko jedną nogę. Są to stworzenia typowo nocne, ale mogą pojawiać się także w dzień, zwłaszcza przy deszczowej czy mglistej pogodzie. Ich nadejście zwiastują migotliwe światło lub wysokie, niebieskie płomienie. Dokkaebi często noszą tradycyjną szatę hanbok.

O Yun, Dzienne Dokkaebi, drzeworyt, 1984, Muzeum Sztuki w Seulu.

Nie są duchami zmarłych, ale powstają z przedmiotów nieożywionych, takich jak stare, porzucone sprzęty gospodarstwa domowego (np. miotła, koszyk czy młotek) lub z rzeczy splamionych ludzką krwią, szczególnie menstruacyjną. Dokkaebi mieszkają w lasach, na cmentarzach, a także w opuszczonych domach i na zarośniętych drogach.

W niektórych przypadkach stają na drodze i nie chcą przepuścić podróżnych. Wyzywają ich wtedy na walkę ssireum (rodzaj koreańskich zapasów), w której są mistrzami. By móc przejść dalej, należy je pokonać, co może się udać, jeśli atakuje się wyłącznie prawą stronę ich ciała. Jeśli Dokkaebi ma tylko jedną nogę, to można próbować go podciąć i powalić na ziemię. Niektóre Dokkaebi wolą natomiast łucznictwo lub szermierkę niż zapasy i uwielbiają się chwalić swoimi umiejętnościami.

Istoty te posiadają magiczne przedmioty, takie jak kapelusz gamtu, który czyni niewidzialnym, oraz maczugę bangmangi – rodzaj różdżki, która może wyczarować dowolną rzecz z niczego.

Uważano, że Dokkaebi sprawują władzę nad wodnym żywiołem. Były zatem czczone przez społeczności rybackie, które pragnęły dobrych połowów, a także ochrony przed złymi duchami. W niektórych odległych, górskich wioskach obwiniano je o pożary lub choroby zakaźne i tam odprawiane rytuały służyły przepędzeniu tych stworzeń.

O Yun, Dokkaebi, linoryt, 1985, zbiory prywatne.

Najstarszą zachowaną historią o Dokkaebi jest opowieść z epoki królestwa Silla (przed X wiekiem), Pani Dohwa i kawaler Bihyeong, ze zbioru Samguk Yusa (Opowieści Trzech Królestw), skompilowanego pod koniec XIII wieku, w czasach królestwa Goryeo (czyt. Korjo – stąd zachodnia nazwa Korei). *

Legenda ta opowiada o dwudziestym piątym królu Silli, o imieniu Jinjiwang. Już za życia król Jinji był oczarowany pięknem pani Dohwy i poprosił ją, aby z nim się związała, lecz ona odmówiła, ponieważ była zamężna. Po zgonie króla Jinji oraz po śmierci męża pani Dohwy duch zmarłego króla przyszedł do niej i pozostał z nią przez siedem dni. Kobieta zaszła w ciążę i urodziła chłopca zwanego Bihyeong (inna nazwa Dokkaebi).

Panujący wówczas król Jinpyeong zdał sobie sprawę, że dziecko jest niezwykłe i wychował je w pałacu. Gdy Bihyeong dorósł, król wyznaczył go na swojego przybocznego. Niebawem młodzieniec zaczął spędzać noce na wzgórzach nad rzeką pod miastem Gyeongju (była to stolica królestwa Silla, która nosiła wtedy nazwę Seorabeol). Przebywał tam w kompanii duchów. Kiedy król nakazał mu zbudować most, Bihyeong i jego towarzysze ukończyli go w ciągu jednej nocy, nadając mu nazwę Gwigyo, czyli Most Duchów.

W Yeongheung-ri, w pobliżu miasta Gangneung, zostanie w tym roku ukończona wioska Dokkaebi z rozmaitymi atrakcjami. Według tamtejszej legendy Dokkaebi strzegły grobowca króla Danjonga (panującego w połowie XV wieku).

Wśród tej grupy był pewien duch o imieniu Gildal, którego Bihyeong osobiście polecił dworowi królewskiemu. Król nakazał jednemu ze swoich poddanych, który nie miał syna, adoptować tego ducha. Gildal zbudował bramę miejską i spał na jej szczycie, stąd nazwano ją Gildalmun (Duch Gildal). Pewnego dnia jednak zamienił się w lisa i uciekł, a wtedy Bihyeong wysłał za nim pozostałe duchy, nakazując im go zabić. Wówczas ludzie stworzyli pieśń o Bihyeongu i przyklejali jej tekst na drzwiach, aby odpędzić złe stwory. W dzisiejszym Gyeongju istnieje podobny zwyczaj, a zamiast pieśni wiadomość brzmi: “To jest dom Bihyeonga, syna boskiego władcy”.

Ta opowieść składa się z dwóch odrębnych wątków: jednego o pochodzeniu Bihyeonga, a drugiego o tym, jak przejawiały się jego boskie moce. Zjednoczenie ducha zmarłego króla z żywą kobietą implikuje zjednoczenie podziemi ze światem żywych, a Bihyeong staje się pośrednikiem pomiędzy nimi. Misją daną mu w świecie żywych jest trzymanie nieziemskich stworzeń pod kontrolą, zwłaszcza duchów przy budowie mostów i bram fortecznych. Opowieść ta wyjaśnia pochodzenie Dokkaebi i dostarcza dowodów na ich istnienie (rzeczywiste budowle).

Na marginesie, miasto Gyeongju jest nazywane „muzeum bez dachu” i jego historyczne dzielnice znalazły się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Należy tu wspomnieć na przykład o kompleksie świątynnym Bulguksa, wzniesionym w VIII wieku, ze świątynią w skalnej grocie Seokguram czy o licznych kurhanach – miejscach królewskich pochówków. 

W wiosce Dokkaebi pełno jest rzeźb. Kojarzą mi się z wrocławskimi krasnoludkami…

Inna opowieść, Dokkaebi gamtu (Kapelusz Dokkaebi), mówi o człowieku, który przypadkiem wszedł w posiadanie czarodziejskiego nakrycia głowy. Gdy się zorientował, że kapelusz Dokkaebi może go uczynić niewidzialnym, korzystał z tego, by okradać ludzi z wioski. Pewnego razu iskra z fajki przechodnia wypaliła w kapeluszu dziurę. Żona mężczyzny załatała ją kawałkiem czerwonej tkaniny. Mieszkańcy wioski zorientowali się, że gdy jakiś przedmiot nagle ginie, widać wówczas przesuwający się w powietrzu skrawek czerwonego materiału. Zaczaili się na złodzieja, a złapawszy go, za karę pobili go dotkliwie. 

Pat-ssiruteok – ciastka z czerwonej fasoli i mąki ryżowej, jeden z przysmaków Dokkaebi (zdjęcie z kulinarnego bloga Maangchi, autorki popularnych książek kucharskich, dostępnych w wersji angielskiej – https://www.maangchi.com )

Dokkaebi bangmangi (Maczuga Dokkaebi), dobrze znana w Korei baśń, została zapisana w trzydziestu różnych wersjach w najważniejszych zbiorach opowieści ludowych, w tym w Hanguk gubi munhak daegye (Zarys koreańskiej literatury ustnej). Szczegóły się zmieniają, ale historia wygląda w zasadzie podobnie.

Dobry drwal, idąc do pracy, zebrał po drodze trochę orzechów miłorzębu. Planował oddać je kolejno swojemu dziadkowi, babci, rodzicom, żonie i dzieciom, kilka tylko zostawiając dla siebie. Nagle zaczął padać deszcz, więc schronił się w chatce z drewnianych bali. W środku zastał kilka Dokkaebi, które piły i jadły. Na ten widok drwal poczuł głód, wyjął orzech i schrupał go. Stwory przestraszyły się tego odgłosu i uciekły. Drwal zabrał ich maczugę i stał się bogatym człowiekiem. 

Kiedy usłyszał o tym jego sąsiad, zły drwal, próbował się wzbogacić dokładnie w ten sam sposób. Jednak w przeciwieństwie do dobrego drwala wcześniej zjadł sam prawie wszystkie zebrane orzechy. Potem wszedł do chaty Dokkaebi i ugryzł orzech. Kiedy jednak tym razem stwory usłyszały ten dźwięk, solidnie pobiły złego drwala, bo myślały, że to on zabrał im czarodziejską maczugę.

Memil-muk – ulubiona potrawa Dokkaebi to galaretka z mąki gryczanej, często podawana jako zagrycha (a te istoty lubią alkohol). Ofiarowano ją podczas szamańskich rytuałów, by przyzwać Dokkaebi, które nie mogą się oprzeć temu frykasowi (zdjęcie z wikipedii; na wierzchu trochę kimchi).

Kolejna z legend opisuje losy starego człowieka, który mieszkał samotnie w górach. Pewnego dnia odwiedził go Dokkaebi. Miły staruszek poczęstował go alkoholem i zaprzyjaźnił się z nim. Odtąd spędzali razem sporo czasu. Jednak kiedyś starzec spacerował samotnie na brzegiem rzeki i spostrzegł, że z wyglądu zaczyna przypominać swego przyjaciela. Zdał sobie sprawę, że niedługo stanie się tym stworzeniem i postanowił temu zapobiec (wątek przemiany w Dokkaebi poprzez dłuższe z nim obcowanie pojawia się częściej). W innej wersji tej historii Dokkaebi pojawiał się podczas tych wizyt w ludzkiej postaci, a zdradziło go dopiero odbicie w wodzie. 

Starszy pan zaprosił Dokkaebi do domu i w rozmowie spytał go: „Czego się najbardziej boisz?”. Ten odpowiedział: „Boję się krwi. A ty?”. Mężczyzna udał lęk i odrzekł: „Boję się pieniędzy i dlatego mieszkam sam, daleko w górach”. Następnego dnia starzec zabił krowę i oblał jej krwią cały swój dom. Zszokowany Dokkaebi uciekł, wołając w wielkim gniewie: „Wrócę tu z twoim największym strachem!”. Nazajutrz przyniósł kilka worków pieniędzy i rzucił je pod nogi byłego przyjaciela. Potem już nigdy do niego nie wrócił, a staruszek przeniósł się do miasta i stał się najbogatszym człowiekiem w całej okolicy. Jak widać, Dokkaebi też daje się wyprowadzić w pole…

Inna wioska Dokkaebi, pełna rozmaitych atrakcji, powstała już w 2005 roku nad rzeką Seomjin, w południowokoreańskiej prowincji Jeolla. W okolicznych lasach jest prawie tysiąc posągów, niektóre dwumetrowe. 

Motyw Dokkaebi pojawia się w różnych k-popowych utworach, jest wspominany w powieściach i grach komputerowych.

Jedna z postaci gry Ubisoftu Tom Clancy’s Rainbow Six: Siege to Koreanka Grace Nam. Używa swojego laptopa do hakowania taktycznych urządzeń przenośnych wroga. Stworzony przez nią wirus pozwala włączać znajdujące się w pobliżu urządzenia i zmusza  je do wydawania głośnych dźwięków, które zdradzają pozycję przeciwnika. Jest to swego rodzaju „psota”, więc Grace otrzymała przydomek Dokkaebi. (zdjęcie ze strony Ubisoftu)

Najbardziej znany jest serial z 2016 roku Dokkaebi (w polskiej wersji: Goblin, wyświetlany również pod angielskim tytułem Guardian: The Lonely and Great God). Tytułowy bohater był wybitnym generałem królestwa Goryeo, ale zginął z rąk zdradzieckiego króla. Dzięki interwencji bogów zyskał nieśmiertelność i stał się Dokkaebi, który przez całe wieki ratuje ludzi i pomaga im w potrzebie. Uważa, że jego los jest przekleństwem i od ponad dziewięciuset lat czeka, by odpowiednia kobieta – „narzeczona Dokkaebi” – zakończyła jego istnienie. Musi ona wyciągnąć z jego piersi tkwiący w niej nadprzyrodzony miecz, którego nie są w stanie zobaczyć inni ludzie..

W obecnych czasach spotyka wreszcie kogoś, kto mógłby tego dokonać… Naturalnie wygląd bohatera nie ma nic wspólnego z Dokkaebi z legend, bo jest po prostu przystojnym mężczyzną, choć posiada nadprzyrodzone zdolności. W roli głównej wystąpił Gong Yoo, znany polskim widzom ze świetnego horroru Pociąg do Busan/Zombie Express (2016). Odwieczne legendy trzymają się mocno, choć akurat filmowe wersje mitycznych stworzeń często odbiegają od pierwowzoru.

A, jeszcze kibice narodowej drużyny piłkarskiej Korei przyjęli wizerunek twarzy Dokkaebi jako swoją maskotkę…

Logo oficjalnego fanklubu reprezentacji narodowej Korei w piłce nożnej. Maskotką klubu jest postać mitologii koreańskiej i chińskiej, Chiwoo Cheonwang, legendarny starożytny król i bohater. Przez wieki był przedstawiany jako dokkaebi, a jego wizerunek zdobił królewskie grobowce i dachówki.

Zapraszam na kolejny odcinek serii – już niebawem. A poprzedni – o Gumiho – jest TUTAJ.

*Tę i kolejne opowieści cytuję za Chung Myung-Sub, Encyclopedia of Korean Folk Literature, Seoul, 2014.

Podziel się

One Reply to “Koreański psotnik”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *